Rajdowy blog

Witaj w świecie, w którym inne sporty to tylko gry.

O autorze

Skoro czytujecie blog, to warto, żebyście wiedzieli kto tak naprawdę tworzy te wszystkie pierdoły. Daje to możliwość naplucia mi na buty podczas przypadkowego spotkania na mieście. Ewentualnie możecie też podejść, poklepać po plecach i powiedzieć „dobra robota”;)

Marek Starzyński – Starzyna

Mam na imię Marek i mam 28 lat (rokrocznie zmieniam tę wartość). Motoryzacją zainteresowałem się jako dzieciak, kiedy jeszcze „Auto-Moto” drukowane było na pachnącym papierze, a tuningowane auta miały felgi 15-tki i zawieszenie wysokie jak koza. Wtedy pod pretekstem mycia auta mojej mamy jeździłem nim po podwórku i tak już zostało – lubię myć samochody i kocham nimi jeździć.

20080629039

Dla kogoś takiego jak ja pierwszy samochód jest czymś niesamowitym. Kompletnie bez znaczenia jest marka czy model i to jak wielką padliną był naprawdę, bo pierwsze auto takie właśnie ma być. Musi mieć charakter i kojarzyć się z tym fajnym okresem w życiu. Mi przypadł Fiat Uno, czyli na pierwszy rzut oka auto zupełnie bez charakteru. Na szczęście motor 1.4 o mocy szalonych 70 kucy w połączeniu z brakiem mózgu zapewnia masę wrażeń. Przelotowy wydech, short shifter, ciemne szyby, jakieś tanie audio i inne druciarskie mody dzisiaj wywołują u mnie uśmiech politowania. Oczywiście, że poszedłbym inną drogą i jednego żałuję najbardziej – dachowania.

Pierwszy kontakt – Rajd Orlen 2008.

Było to dla mnie coś zupełnie nowego i kłóciło się z moją dotychczasową opinią na temat motosportu – że jest nudny i nie wart zainteresowania. Już tego samego dnia pędziłem po szutrowej dróżce udając Krzyśka Hołowczyca, a jak już wiecie nie jestem nim. To nie był groźny dach, bo auto tylko się przewróciło i gdybym miał odrobinę doświadczenia to w najgorszym wypadku urwałbym zderzak. Uno zakończyło swój żywot kołami do góry. Wiele bym dał, żeby się jeszcze raz nim przejechać i kiedyś nawet mi się to przyśniło. To był piękny sen.

4. Rajd Niepodległości – Sopot 2012 fot: Maciej Lewandowski

Jak wiadomo koniec jednego jest początkiem drugiego. Rajdy samochodowe okazały się fascynującą dziedziną, w której ciągle dzieje się coś ciekawego. Wchodziłem w ten świat z perspektywy kibica, poznając kierowców, auta i poszczególne imprezy. Bardzo chciałem wystartować sam i poczuć to na własnej skórze, co w końcu się udało.

Teraz, kiedy moja pierwsza rajdówka jest już u nowego właściciela realizuję swoją pasję śledząc i komentując wydarzenia ze świata. To wdzięczna tematyka, w której trudno o stagnację. Zapraszam do lektury, obserwowania tego bloga i mnie w mediach społecznościowych, a przede wszystkim zapraszam na rajdowe odcinki.

Z jednym tylko zastrzeżeniem: na to nie ma lekarstwa.

Reklamy