Długo siedziałem cicho. Bynajmniej nie dlatego, że nie miałem nic do powiedzenia. Przyszła jednak ta słoneczna niedziela, kiedy znalazłem chwilę żeby odnieść się do bieżących wydarzeń ze świata rajdów samochodowych. I nie wiem od czego zacząć. Zacznę więc od samej góry.


Volkswagen po zdobyciu czterech mistrzowskich tytułów w klasyfikacji zespołowej i indywidualnych wycofuje się z Rajdowych Mistrzostw Świata. To szokujące, że fabryka, która podniosła poprzeczkę tak wysoko nagle decyduje się skierować swój potencjał na projekty klienckie klasy R5, wyścigowe TCR czy ten cholerny amerykański GRC. Powodem może być spadek sprzedaży w wyniku afery spalinowej i konieczność wypłaty odszkodowań w USA. Sport motorowy to zawsze był, może nie wyłącznie, ale przede wszystkim biznes.

Grzegorz Grzyb po odwołaniu się od decyzji ZSS Rajdu Dolnośląskiego wyjechał na odcinki Arłamowa jako Mistrz Polski. Niewielu było skorych do świętowania wraz z Rzeszowianinem i ze startu zrezygnowali chyba wszyscy czołowi zawodnicy generalki RSMP. Powodem mogło być także bagatela osiem odcinków specjalnych. Rywalizację ukończyło dwadzieścia załóg, wygrał Mariusz Stec.

Niezbyt wyraźnie maluje się też przyszłość Kajetanowicza. Po zdobyciu dwóch tytułów Mistrza Europy obrona na starym kontynencie to plan minimum i chociaż z natury jestem optymistą trudno mi wyobrazić sobie Fiestę Lotosu znowu na trasach WRC.

Konkludując czuję się zawiedziony. Wiadomość o decyzji VW spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Wierzyłem też, że zmiany, które zapadły w RSMP dwa lata temu wyjdą polskim rajdom na dobre. Tymczasem pierwsza liga stała się tylko przedsionkiem zagranicznych startów, nie celem samym w sobie jak to było kiedyś. Kajto jest skazany na Lotos, bo nagle na rynku transferowym pojawiło się trzech najlepszych driverów. Znowu młodzi wilcy pójdą na bruk.

Chciał nie chciał znowu wyszedłem na marudę. Czekam wobec tego optymistycznych komentarzy.

Reklamy