W rajdach samochodowych do ostatniego metra nie ma gwarancji wyniku. Nie sposób przez to wyliczyć zawodników, którzy w koszulkach lidera wyciągali auta spomiędzy drzew. Ostatnie dwie rundy kolejno Mistrzostw Świata i Europy dobitnie przypomniały nam, że piękno tego sportu w znacznej części opiera się na ludzkich dramatach. Chociaż happy end też by się przydał.

Na Mazurach Ott Tanak przez koło przebite na przedostatniej próbie stracił pierwsze w karierze zwycięstwo. Dwa tygodnie później, również na oes przed metą Alexey Lukyanuk stracił wszystko łącznie z kołem. W obu przypadkach wspólnym mianownikiem pozostaje Estonia.

W przeciwieństwie do Tanaka Lukyanuk był dziś zdecydowanym faworytem. Kilkanaście razy oglądałem jego onboardy z poprzednich edycji rajdu. Rosjanin na takich odcinkach czuje się jak ryba w wodzie, o czym świadczyć może dziewięć wygranych prób i pół minuty przewagi nad Ralfsem Sirmacisem. W takim razie to był błąd czy awaria?

Pozostawaliśmy na drodze, linia była odpowiednia. To była normalna jazda, przyczepność była dobra. Po prostu pech. Mieliśmy dobre tempo, bez ciśnięcia. Jestem zadowolony z naszego rytmu.

Dla Sirmacisa to drugi po Akropolu wygrany rajd w tym sezonie. Co więcej kierowca Fabii ma na swoim koncie zaledwie trzy starty w europejskim cyklu. Przyznał jednak otwarcie, że nie potrafi się cieszyć z wyniku.

Powody do zadowolenia ma za to Kajetanowicz. Ustronianin chociaż nie stawał jeszcze na najwyższym stopniu podium umacnia się na pozycji lidera tabeli. W ten weekend za Polakiem ciągnęły się konsekwencje piątkowego błędu, później kara za wywołany zmianą skrzyni dłuższy serwis, na końcu awaria wspomagania.

Możemy chyba doszukiwać się świeżego trendu, zgodnie z którym faworyt sezonu, obrońca tytułu nie wygrywa rajdów. Sebastien Ogier raczej nie ma wyboru, a Kajetanowicz po prostu kalkuluje. Jak by tego nie oceniał przecież to cel uświęca środki.

AUTO - ERC RALLY ESTONIA 2016

Czapki z głów przed Rainerem Ausem. Od zawsze powtarzam, że lokalny akcent jest w ERC nie do zastąpienia. Estoński kierowca wbił chyba pedał gazu w ściankę grodziową swojego Lancera. Nie wyobrażam sobie jak inaczej można wykręcać topowe czasy autem z poprzedniej dekady, do tego o 200 kilogramów cięższym od R5.

Jarek Kołtun wyprzedził Łukasza Habaja w walce o piąte miejsce. Dla Mistrza Polski z 2015 roku był to drugi start Fiestą na szutrze. Obaj świetnie sobie poradzili. Upatruję tutaj wewnętrznego pojedynku i liczę,że jego kolejna runda rozegra się na Podkarpaciu.

Na jednym z ciasnych zakrętów ostatniej próby niegroźna rolka przydarzyła się Łukaszowi Pieniążkowi. Przez to kierowca Opla Adama spadł na 12.miejsce w RC4 i do mety dotarł z opóźnieniem oraz stosowną karą. Na pocieszenie pozostało mu oesowe zwycięstwo i dobre słowo, bo na nie zasłużył.

Tomek Kasperczyk przeciął linię mety z 12. wynikiem. Na nim także zemściła się nieuwaga podczas pierwszej próby. „We hit something” – komentował. W sobotę zaczynał rajd z 40. lokaty.

Na finiszu nie pojawił się niestety Aron Domżała. Już w sobotę jego Lancer odmówił posłuszeństwa i załoga wycofała się z dalszej rywalizacji.

Reklamy